Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
mielon Zapożyczona dusza
Zmielone przez maszynkę myśli słowa i caly reszta mojej konserwy

Dodaj do Ulubionych



Nie mam zdania o sobie. Czekam na propozycję.

Księga Gości [0]

Księga Gości
Dodaj do Księgi

Strona Główna

Archiwum

2011
Marzec
2010
Grudzień
Lipiec
Czerwiec

Linki

voill ;**
kwiaatu ;*
schaaaboom moj ;**
droopsu ;**
wyszczerz ;**

Ulubieni





Było tu tyle osób: 3166

(Szablon dopasowany pod Mozilla Firefox. W innych przeglądarkach może ulec zniekształceniu.)

Nie mam pomysłu na tytuł.

Zawsze miałam problem z tytułami. ;D Nigdy nie wiedziałam jak zatytułować wiersz, czy opowiadanie. Nie mówiąc już o notce na bloga.... Mhm... Wróciłam? Chyba tak. Mam taką nadzieję. Zaczęłam się zastanawiać ile człowiek może uciekać przed przeszłością? ... To nic nie da. Ja już nie chcę zmian. Niech zostanie tak jak jest....

Jeśli boisz się walczenia
To zgaduję, że nigdy nie chcesz
Ukrywasz się za swoimi ścianami
Albo może nigdy
Zapominasz, że było coś jeszcze
Niż po prostu wiedzieć lepiej
Twoje błędy nie określają Cię teraz
One mówią Ci kim nie jesteś
Masz do przeżycia jedno życie, któremu jesteś poświęcony
Jako to jedyne, które masz

 

Termometr wskazuje plus 15 stopni. co wywołuje wielka euforie na mej twarzy.;d W taką pogode chce sie żyć. W końcu nie muszę zakładać kurtki! ^^ Byłam dzisiaj w schronisku. Najchętniej wszystkie bym je wyprowadziła, ale niestety ograniczenia czasowe zaniechały moje marzenia... Miałam takiego jednego psa, co tarzał się we wszystkim I co było niezmiernie fajnym widokiem. ;d Druga była malutka suczka, niesamowita przylepa..... Najgorsze są te chwile, gdy muszę oddawać je do boksu.... Wciąż mam wrazenie, ze robie stanowczo za mało..... Ehhh....

 

Na obiad pizza. A jutro trza sie wziąc za nauke do sprawdzianu z fizyki.... -.-

Ostatnio... Mam kryzys w pisaniu... Chciałabym, żeby on minął.... tylko ze wciąż w mojej głowie jest mysl, ze może sie juz wypaliłam.. ze może tak naprawdę nigdy nie umiałam pisać...

Stare....

Czasami staczamy takie bitwy, gdzie zwycięstwo jest równoznaczne z porażką. Triumf umysłu, przegrana serca.
- Będzie lepiej jeśli zakończą tą znajomość- powiedział Rozum tonem wykładowcy filozofii.
- Tak przecież się nie da…- westchnęło cicho serce.
- Przestań zachowywać się jak dziecko! Skończ te bzdurne bzdurzenie o bzdurnych bzdurach.- odparł nieco z poirytowaniem i naganą w głosie, po chwili dodał.
- Miłość nie istnieje, bo przecież… Bo przecież jej nie widać!- niemalże krzyknął, dumny ze swojego odkrycia i argumentu, który wydawał mu się nie do podważenia.
Na co serce ponownie, tym razem dużo głośniej, wręcz teatralnie westchnęło, bo zrozumiało, że jakiekolwiek próby tłumaczenia byłyby tu bezsensowne, jednocześnie mogłoby tłumaczyć ślepemu, czym są barwy otaczającego nas świata, więc zamilkło.
I stało się. Znajomość panny Amandy z panem Błażejem została zakończona. O godzinie dwunastej, minut trzydzieści-cztery, sekund bodajże siedemnaście, została dosadnie przybita pieczątką, na wniosku złożonym w trybie natychmiastowym, z prośbą o jak najszybsze rozpatrzenie.
Niech pani się zmiłuje, dłużej tak nie można.
Czerwone literki, tworzące słowo „zatwierdzone”, widniały na kartce papieru, gdzie jeden z rogów został przygnieciony, zapewne przez nieuwagę którejś z pracownic zakładu pogrzebowego uczuć.
Mogli ucztować tak, jak zwykle w takich sytuacjach się robi, wypijać jedną lampkę wina za drugą, snuć plany o nowym, lepszym jutrze.
Zaczynam nowe życie. Teraz będzie już tylko lepiej.
Wieczór zakończyli jednakże banalnie, na skrajach dachów, wcześniej
odpędzając nerwowo ręką od siebie wszystkich znajomych, niczym upierdliwe owady, kwitując ich przemowy,
Przecież widzę, że coś się dzieję, pozwól sobie pomóc.
Krótkim do widzenia.
Siedząc, z nogami wiszącymi po zewnętrznej stronie muru, trzymając w ręce papierosa, bądź butelkę Redbulla, przekonując się, że wcale nie dodaje skrzydeł, inaczej, przecież by nie było ich na dachu. Wzdychali. Każde samotnie, w ciszy, rozpamiętując początek ich znajomości. Z uporem maniaka wiercili w umyśle dziury, bo akurat zapomnieli jaki był kolor ich butów gdy go widzieli po raz pierwszy. Nagle nieistotne elementy stały się nadrzędnymi celami w życiu, których dokonanie budziło chwilowe zaspokojenie serca.
Z pewnością były zielone.
W końcu pytanie wieczora wyszło na scenę, by odtańczyć irlandzką balladę, jednocześnie zapoczątkowując przeolbrzymią ilość niekończących się rozmyślań.
Kto właściwie tego chciał?
Wiatr hulał, tworząc z ich włosów ekstrawaganckie fryzury, których pozazdrościłby im niejeden uznany stylista. A oni milczeli. Przymrużonymi oczami spoglądali, na miasto, tonące w ciemności, które równocześnie przy tym odkrywało swoje największe sekrety. Spuszczali głowy, dłonie ukryte w kieszeniach, zaciskały się w pięści, bo doskonale znali odpowiedz.
Zabijali tę miłość, jak tylko się dało, poprzez wszczynane kłótnie o najbzdurniejsze rzeczy, obwinianie siebie wzajemnie o całe zło tej znajomości, kończenie rozmów, kiedy tak naprawdę się zaczynały, naumyślne ranienie, szukanie pocieszenia w ramionach drugiej osoby. Zapomnieli ile dla siebie znaczyli, jak często promienieli, jeszcze kilka godzin po spotkaniu, jak wówczas mylili łyżkę, z widelcem, sól z cukrem.
Nie potrafili zacisnąć wówczas zębów i przeczekać kryzys, nie widzieli sensu w staniu na samym środku ulicy, podczas ulewy.
Żadne z nich nie wpadło, wówczas na pomysł rozłożenia bordowego parasola. Posłuchali, gdy ktoś powiedział, że to idiotyczne, przyznali rację komuś, kto znał ich obu, ale osobno, nigdy nie razem, który nie miał pojęcia, o tych pisanych rozmowach, podczas których wyznawane były najgłębsze sekrety, nie wiedział o ich wspólnej chęci brnięcia w idee zmieniania świata. Mimo to, to właśnie on okazał się tym czynnikiem, który przeważył szalę.
Liczne protesty serca, że tak przecież nie można, głośne apele, przemawiające o zbyt nagłym, pochopnym działaniu. Idealne rozwiązania przenikające przez serce, podążające ku umysłowi.
Uda się, spróbujmy, jeszcze raz.
Jednakże, droga wiodąca poprzez liczne żyły i tętnice, była zbyt kręta, powodująca, że pomysły gubiły się między ścieżkami, kończąc zazwyczaj w ślepych zaułkach.
I oni zapominali.
Zupełnie jakby spali, a wybudzając się spoglądali w okno, tracąc przy tym fragmenty snu. Może w niedalekiej przyszłości, podczas jedzenia kanapki czy studiowania inspirującej książki pojawi się jakiś krótki przebłysk. Wzbudzi na moment niepokój, jakby czuli, że coś, gdzieś, kiedyś można było uczynić, ale nie potrafili określić co. Po chwili jednak wszystko wróci do normalności.
Decyzja została podjęta.
Jednakże nieraz mieli wrażenie, że czegoś im brakuje, że jakieś miejsce zostało niewypełnione, rzeczy niedokonane, a dziecinne, impulsywne decyzje, powstałe, przy jednym, ze spotkań, podczas której pili herbatę, bezpowrotnie utracone.

 

Miłego weekendu. ;d

 


Głosuj (0)

14:03:15 12/03/2011 [komentarzy 1] Mhm.